Publikacja “Nie wybierajcie sobie sądów”

Publikacja “Nie wybierajcie sobie sądów”

Zmuszony do postoju w Toronto w związku z szalejącym po Karaibach huraganem „Irma” wykorzystałem czas, aby odbyć skrócony kurs prawa porównawczego czy jak się dzisiaj mówi zrobić mały research. Z przerażeniem odkryłem, że sędziów w tym kraju mianuje premier. Co gorsza, czyni to bez konsultacji z kimkolwiek, np. chociażby z Senatem, jak w sąsiednich USA. By zostać sędziom wystarczy spełnić dwa wymogi: być członkiem rady adwokackiej oraz wykazać się dziesięcioletnią praktyką wykonywania zawodu. Mianowany sędzia dopóki sprawuje nienagannie urząd nie może być z niego złożony. Mimo tego, w przeciwieństwie do USA, szef rządu może usunąć sędziego, jeśli zwrócą się do niego z takim wnioskiem (a więc bez osławionego impiczmentu) obie izby parlamentu. Dodam, że sędziowie SN Kanady nie są wybierani dożywotnio, gdyż taki przywilej utracili w 1960 r. Krótko mówiąc horror z punktu widzenia europejskiej narracji o niezależności sądownictwa i niezawisłości sędziów.

Na takie dictum, nasi i inni idealiści od razu odpowiadają, że wysoka kultura prawna w Kanadzie zapobiega wynaturzeniom w tym zakresie. Jeśli tak, to oto proszę kilka przykładów z praktyki ostatnich powołań do najwyższej instancji wymiaru sprawiedliwości ojczyzny liścia klonowego. Trzech obecnych sędziów zostało powołanych w drodze komunikatu prasowego (S. Cote, C. Gascon, R. Brown). Wobec kilku sędziów zorganizowano – pod naciskiem opinii publicznej – transmitowane przez telewizję wysłuchania przez komisjami Izby Gmin. Były to ugrzecznione rozmowy z kandydatami, gdyż jak pouczył prowadzący je wybitny profesor prawa konstytucyjnego Kanady, pytania nie mogły dotyczyć ich przyszłego orzekania ani życia prywatnego. Nie muszę dodawać ze ani te komisje ani Izba nie mają żadnej kompetencji nominacyjnej odnośnie do kandydatów. Mimo zobowiązania rządu do organizowania tej namiastki konsultacji, w wielu przypadkach, rząd obywał się bez niej. Na przykład, nominację obecnej sędziny R. Silberman Abella, minister sprawiedliwości ogłosił w parlamencie. Dokonywane w sposób poufny (sekretny) powołania budzą sprzeciw i są przedmiotem ustawicznych bezskutecznych propozycji ich upublicznienia.

Ale wróćmy do Konstytucji, a właściwie do sześciu stosunkowo krótkich artykułów na temat sądownictwa. Dosyć przypadkowo mówi sie się w ostatnim z nich (art. 101), że Parlament Kanady może „od czasu do czasu decydować o powołaniu, utrzymaniu i organizacji Naczelnego Sądu Apelacyjnego Kanady”. Trudno znaleźć w prawie porównawczym przykładu bardziej nonszalanckiego potraktowania najwyższego organu wymiaru sprawiedliwości kraju. Pomijając okoliczność, że całość zakresu działania znajduje się w ustawie o Sądzie Najwyższym, jego kompetencje budzą, mówiąc oględne, ciekawość. Oprócz działalności orzeczniczej, Sąd Najwyższy Kanady jest organem doradczym rządu. Jeśli dodam do tego, ze sędziowie, nie tylko Sądu Najwyższego są często powoływani, jako komisarze prowadzący różne sprawy publiczne, ich zaangażowanie w bieżącą politykę kraju jest bardziej niż oczywiste.

Czy z tych wywodów wynika, że dyskusja o konstytucyjności prezydenckich propozycji reformy sądownictwa w Polsce jest pozbawiona sensu? Chyba nie. To raczej wszelkiego rodzaju argumenty z prawa porównawczego są bezwartościowe. Dowodzą to stale tzw. konserwatywni prawnicy, w tym ich wybitny przedstawiciel, niedawno zmarły sędzia Sądu Najwyższego USA, A. Scalia. Innymi słowy, w prawie, „wybieranie najlepszych kąsków” (cherry-picking) nie popłaca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *